image/svg+xml

Fajna mama to skarb

Da się pewnie żyć bez fajnej mamy, ale powiem wam, że moja jest naprawdę świetna i jej fajność to bardzo duży kapitał, który dostałam w prezencie od losu.

Nie chcę na blogu uprawiać za dużej prywaty, szczególnie nie chcę pisać o rodzinie, znajomych i bliskich. Bo wiecie, ja to ja, mam swoje granice i mogę je przesuwać jak mi się podoba. Ale pisanie o bliskich to już przekraczanie ich granic, a że w sumie ich lubię i całkiem mi się udali, to wolę tego nie robić. Zbliża się jednak Dzień Mamy, więc pomyślałam sobie, że napiszę trochę o tym jak to jest być córką i czego według mnie mama może nauczyć swoje dzieci i co może im dać.

Oczywiście jak da chatę i milion dolarów, to będzie spoko, ale może też wyposażyć je w poczucie, że mogą robić ze swoim życiem cokolwiek zechcą i to też styka. Zamiast ględzenia: co ty dziecko zrobisz po tej polonistyce, moja mama mi kibicowała. Oczywiście czasem jest mi głupio, że nie robię spektakularnych rzeczy, ale ta jej wiara pomogła mi spełnić marzenia o pisaniu. Nawet jeśli czasem piszę o tym, dlaczego trzeba zmienić opony na zimowe. Wiara w dziecko, dodawanie mu skrzydeł, a także uczenie go, żeby nie traktowało małych końców świata, jak prawdziwych i ostatecznych – to chyba rzeczy najważniejsze, których mnie nauczyła.

Jej optymizm, jej przekonywanie, że dopóki mam zdrowie, to nie mam powodów do narzekania, spowodowały, że faktycznie narzekanie wziął na siebie mój mąż, a ja się cieszę z głupotek.

Bez poradników i blogów o tym jak postępować z dziećmi, często sama, bo tato to człowiek-praca, moja mama wychowała mnie i moją siostrę i powiem wam, że chyba jej to całkiem nieźle wyszło. W przypadku mojej siostry sukces jest jednoznaczny, ze mną to różnie, ale myślę, że przede wszystkim nauczyła nas tego, że życie może być fajne. Że nie jest przykrym obowiązkiem, który trzeba spełnić, bo jak już tu jesteśmy, to kij, ale może być świetną sprawą. Jak świetną – to już zależy od nas, oczywiście o ile los jest dla nas łaskawy, bo jak się uweźmie, to optymizm nie pomoże.

Jedno czego nie lubię w mojej mamie to tego, że jest ładniejsza ode mnie. I choć czasem jakieś spięcia mamy, a jej odwieczne: „ja chcę tylko dla Ciebie dobrze” przy minimum tolerancji na to, że nasze dobrze mogą się różnić, to tylko bym ją lekko oszpeciła. Ale całą resztę zostawiłabym taką, jaka jest. 


Podobało Ci się? Podaj dalej


Dołącz do mnie

Jeśli jeszcze mnie nie lubisz i nie obserwujesz, zrób to teraz. Każdy like to dla mnie wielka radocha:-)