image/svg+xml

Solidarność jest facetem

Włączam dziś tryb przypierdalacza, bo Dzień Kobiet nadchodzi, więc w ramach prezentu, wrzucę nam babom odrobinkę.

Jest na pewno lepiej niż sto lat temu, jest nawet lepiej niż 10 lat temu. My, dziewczyny, możemy więcej, liczymy się bardziej. Ale jednej rzeczy nadal mi brakuje: solidarności. Takiej bezmyślnej odrobinę i takiej instynktownej. Nie jakiejś wielkiej i strasznie głośno krzyczącej. A takiej mimochodem i oczywistej.

Jest taka anegdotka o facecie, który wrócił nad ranem do domu i uderzył w kimę. Żona, żeby ustalić gdzie był, zadzwoniła do 10 kolegów. Dziewięciu zapewniało, że wspomniany mąż śpi u nich nadal i tylko jeden powiedział, że właśnie wyszedł. I tego okropnie i mocno zazdroszczę chłopakom.

Trochę się zastanawiałam, skąd się to bierze, że my tak nie potrafimy. Że my kobiety z innymi kobietami konkurujemy, że inne babki chętnie oceniamy, krytykujemy, dopierdalamy się do nich, w efekcie czego brakuje solidarności i sztamy. I – może się mylę, poprawcie mnie, bo może mylę się bardzo – ale mam wrażenie, że tak się dzieje, bo my kobiety wyrastamy w ciągłej ocenie i w chorej ilości wymagań. Że dziewczynka ma być ładna i grzeczna. Chłopiec z kolei, jak jest chuliganem, to fajnie, bo przynajmniej nie będą z niego ciepłe kluchy. Ładny też nie musi być, byle odrobinę od diabła ładniejszy. Oceny chłopaków też mam wrażenie mniej są ważne niż dziewczynek. Na nas jest ciągła presja. Jak nadchodzi Dzień Chłopaka, to lecą reklamy padów, gier, śmiesznych koszulek, kamerek, telefonów. Przed Dniem Kobiet z kolei Lidl wciska krem na zmarszczki. Facet więc ma się bawić, a ty się, babo, nie marszcz i wyglądaj! Przy temacie zabawy będąc, ruszmy na chwilę seks. Kobieta, która uprawia go z przypadkowymi typami jest puszczalską, chłopak z kolei, który hasa z łóżka do łóżka, to raczej Casanova. Dlaczego tak jest? Bo jak facet zaliczy, to zbije piątkę z kolegami, a jak kobieta zaliczy, to znaczy puści się, to piątki koleżanki z nią raczej nie zbiją.

W kawałach głupie są blondynki, nie blondyni, żarty nie o teściach, a teściowych. A przy tych ostatnich będąc, niepokoi mnie jedna rzecz. Podglądam blogi pisane przez matki i ja wiem, że to jest taki niby żart, ale posiadaczki synów bardzo często wspominają o potencjalnych synowych, którym żyć nie dadzą. Prawdopodobnie właśnie się dowalam, bo to przecież sympatyczne, ale jednak jakieś takie niepokojące. Bo przyjdzie taka wydra i mi syna zabierze, przekabaci. Często potem w relacji synowa teściowa, ta pierwsza ma pełnić określone funkcje: ozdoby, inkubatora i kogoś, kto ogarnie syna. Zadba o niego, nakarmi go, posprząta. A jak syn coś spierdoli, to przecież mogła go pilnować ta mała franca.

Chciałabym, żebyśmy my, kobiety odpuściły sobie i innym kobietom. Nie oceniały tak bardzo, jak robimy to teraz, nie wymagały od córek więcej niż od synów. Lubiły siebie, a także inne dziewczyny. I nie chodzi o epatowanie solidarnością, a o to, by na poziomie odruchu, chcieć innej kobiecie pomóc, chcieć zbić z nią piątkę i nie chcieć się do niej przypieprzyć. Tak po prostu.


Podobało Ci się? Podaj dalej


Dołącz do mnie

Jeśli jeszcze mnie nie lubisz i nie obserwujesz, zrób to teraz. Każdy like to dla mnie wielka radocha:-)