z net@ wzięte

Ciekawy przypadek Łukasza Jakóbiaka

Fot: www.facebook.com/20m2Lukasza

W ostatnim czasie całkowicie wciągnęła mnie sprawa Lucasa Jacobiaka Łukasza Jakóbiaka, który zrobił wizualizację swojego największego marzenia, jakim jest wystąpienie w programie Ellen DeGeneres. Wciągnęła, bo dawno tak długo nie zastanawiałam się, co ja tak naprawdę o tym myślę.

Jeśli są jeszcze tacy, którzy o Łukaszu i jego wizualizacji nie słyszeli, to szybki skrót dla nich. Łukasz to człowiek, który chciał zrobić karierę w telewizji, ale ta nie szła mu w żaden sposób, więc chłopak kręcił się koło celebrytów najbliżej jak się dało, aż postanowił stworzyć talk show w swojej dwudziestometrowej kawalerce. Tam zaczął zapraszać znane osoby, które do dziś z ochotą odwiedzają jego mieszkanie. Program jak program, nie jest moim ulubionym, ale do złych też nie należy.

W pewnym momencie youtuber skręcił w stronę motywacyjnych wykładów, które wygłaszał, opowiadając swoją historię. Że on, człowiek znikąd, gości w swojej kawalerce znanych ludzi, że jeździ na koncerty i za którymś takim koncertem udaje mu się zrobić selfie z gwiazdą, że jak chce z jakąś pogadać, to ucieka się do najróżniejszych pomysłów, spamuje owych znanych ludzi, jeździ za nimi, dosiada się w samolocie, aż mu się udaje coś z tego wycisnąć: od wspólnego zdjęcia po wywiad.

Łukasz zwykł powtarzać zdanie, które na mnie działa mniej więcej tak jak czczenie kolejnej miesięcznicy tragedii/zamachu* w Smoleńsku, czyli niby mam w dupie, ale przewracam oczami, a zdanie to brzmi: Nie ma rzeczy niemożliwych, niemożliwe jest tylko trzaśnięcie drzwiami obrotowymi.

Z tą dewizą na ustach, youtuber postanowił zrobić wizualizację spotkania z Ellen DeGeners, po obejrzeniu której amerykańska dziennikarka miałaby go zaprosić do siebie. Żeby media chciały o tym mówić, wypuścił informację, na chwilę przed zaprezentowaniem wizualizacji jakoby faktycznie w studiu Ellen był, pokazał zdjęcie ze spotkania i zrobił milion hasztagów o tym, jaki jest podjarany i jaki szczęśliwy, że oto spełnia się jego marzenie. Po opublikowaniu wizualizacji i opowiedzeniu, że ta dopiero ma go do show Ellen doprowadzić, wylała się na niego fala krytyki.

Ja z racji tego, że staram się nie być typowym Polakiem Sebą, który szuka tylko komu by tu wpierdolić, podeszłam do jego pomysłu z największym optymizmem, jaki umiem z siebie wykrzesać, gdy chodzi o człowieka motywację. Najpierw więc pomyślałam, że to nie mój klimat, ale to nie znaczy, że mój jest lepszy, więc niech sobie chłopak wyczynia co chce, zwłaszcza, że swój hajs wydał na studio, przygotowania, ekipę, itd. Ale potem to obejrzałam i choć dalej uważam, że Jakóbiak może robić, co chce, że marzenie o wystąpieniu w programie swojej idolki, nie jest marzeniem gorszym niż to o pokoju na świecie, to jednak coś mi zgrzytnęło. Długo zastanawiałam się co i już wiem: brak pokory. Jego wizualizacja to historia jego sukcesów, które nie są małe, bo świetnie, że żyje z tego, co lubi, że spełnia marzenia, ale moim zdaniem zrobił w swoim życiu za mało, by miała go do siebie zaprosić znana na całym świecie dziennikarka. Mam wrażenie, że uległ przekonaniu, że jest wyjątkowy, jedyny taki, wybitny. Myślę, że na tym etapie kariery mógłby iść co najwyżej na widownię, zrobić sobie selfie ze swoją idolką, a potem tak prowadzić zawodowe życie, by kiedyś znaleźć się u niej na kanapie. Z takim dorobkiem jak własny program, wykłady motywacyjne, pięć tysięcy autografów, tyle samo selfie i dotyk Lady Gagi, ja tego nie widzę.

No bo wyobraźcie sobie, jakby miała wyglądać taka rozmowa. Z wizualizacją na koncie łatwiej, bo pewnie Ellen zapytałaby o nią. A potem? Wow, stary, słyszałam, że masz 350 tysięcy subskrybentów, widziałeś na żywo zagraniczne gwiazdy, z dwoma masz selfie, a o trzy się otarłeś. Na dodatek, wieść niesie, że sam Bronek był gościem w twoim programie, a po twoim wykładzie ktoś poszedł do Idola.

Nie oburza mnie, że Łukasz okłamał fanów, bo ci jakoś wyjdą z tego (jakby powiedział niejeden couch: może nawet silniejsi), nie powiedziałabym, że obnażył brak rzetelności mediów, które podały informację bez sprawdzania jej, bo brak rzetelności mediów jest oczywisty, a tu nie dziwię się, że potwierdzenia nikt nie szukał, bo kto ma na szybkim wybieraniu Ellen? Nawet nie do końca zgadzam się z zarzutem, że Jakóbiak jest stalkerem, bo to jednak za mocne określenie.

Mnie razi brak pokory i to, że youtuber zapomniał o tym, że jego historia, choć lokalnie robi jakieś wrażenie, to nie jest wyjątkowa, a on sam nie jest wybitną osobowością ze szczególnym dorobkiem. I chyba to mi zgrzyta w tej wizualizacji najbardziej.

*Jak kto woli.


Podobało Ci się? Podaj dalej


Dołącz do mnie

Jeśli jeszcze mnie nie lubisz i nie obserwujesz, zrób to teraz. Każdy like to dla mnie wielka radocha:-)