image/svg+xml

Najpierw sprawdź, potem komentuj

Trochę się wymądrzam tym tytułem, bo powinien brzmieć „Najpierw sprawdźmy, potem komentujmy”, często bowiem i mi zdarza się nadmiernie podjarać jakimś newsem, który szybko okazuje się z palca wyssanym. Tym razem jednak zamilkłam, czekając na rozwój wypadków.

Rozwojem wypadku miał być odcinek „Ojca Mateusza” z uchodźcą, podkładającym bombę na placu zabaw. Wiadomo, że Telewizja Polska nie błyszczy w wymyślnych formach propagandy i łopatom do łbów wkłada nam jedyną i słuszną prawdę, więc jak wrocławski aktor Mikołaj Woubishet w „Gazecie Wyborczej” powiedział, że nie przyjął roli złego uchodźcy w „Ojcu Mateuszu” byłam milimetr od wstawienia prześmiewczej opinii  na Facebooku, ale uznałam, że poczekam.

No i całkiem słusznie, bo okazało się, że w Sandomierzu byli muzułmanie, była bomba, ale przesłanie odcinka było takie, że nie można pochopnie oskarżać ludzi, że obcy nie jest zły, że z zamykania się na inność nic dobrego nie wynika. Poza wszystkim, jedna podłożona bomba w porównaniu do setek sandomierskich morderstw to pikuś. To ostatnie to moja nadinterpretacja, ale prawda jest taka, że ostatni odcinek „Ojca Mateusza” był definitywnie pro muzułmański. Tytułowy bohater bronił ludzi z Bliskiego Wschodu, grillował ich ksiądz Jacek, ale to nie jest przyjemny gość. I koniec końców decyzja, kto ma rację była po stronie biskupa, który nie miał wątpliwości, że miłość do bliźniego nie powinna mieć granic. Do przesłania odcinka nie można się więc przyczepić, a wcześniejsze doniesienia, że sieje nienawiść i strach były totalnie nietrafione.

Nikt się tego nie spodziewał po TVP, ale to pokazuje dobitnie, że warto poczekać z darciem łacha i oburzeniem na faktyczny rozwój wypadków, bo nawet Kurski mówi czasem ludzkim głosem albo zapętla „Despacito” i nie ma pojęcia, co się na Woronicza i w Sandomierzu wyprawia.


Podobało Ci się? Podaj dalej


Dołącz do mnie

Jeśli jeszcze mnie nie lubisz i nie obserwujesz, zrób to teraz. Każdy like to dla mnie wielka radocha:-)