Wraz z koronawirusem (ciekawostka – mój Word nie zna tego słowa, przypadek?!), uaktywniła się grupa ludzi samodzielnie myślących. No matko jedyna powiem Wam, że się ich bardziej boję niż Ziobry, a musicie wiedzieć, że Ziobro śni mi się dość często i to nie są mokre sny.
Nigdy nie ukrywałam, że bardziej od Ulissesa zajmuje mnie Pudelek, więc proszę bez szoku i niedowierzenia, że dziś na tapet wjeżdża… Blania!
W minionych miesiącach niektórzy poszli w produktywność, inni w Netflixa, jeszcze inni nie wiem w co, ja w każdym razie w Netflixa. Oraz w niezbyt spoko poczucie, które zresztą uwiera mnie od dawna, że nie mam absolutnie nic do powiedzenia.
Mam ostatnio taki miały mindfuck z rozstępami i to nie tylko ze swoimi, które z racji kwarantanny postanowiłam zamiast ziaren ryżu zliczyć, a z rozstępami w ogóle.
Jestem Polyanną, staram się w każdym złym wydarzeniu znaleźć coś dobrego. Czasami jest to bardzo trudne, ale jak mantrę powtarzam sobie, że TO JEST/BYŁO po coś. Bo kompulsywnie nadaję sens. Bo bez tego sensu wszystko byłoby chuja warte. Czy więc w koronawirusie widzę sens? Nie.
Ostatnio u jednej z moich ulubionych blogerek przeczytałam takie zdanie, że ludzie zawsze mówią, że chcą szczerości, ale tak naprawdę w ogóle jej nie chcą. Często nie potrafią jej przyjąć. Nie rozumieją jej. Ludzie chcą złudzeń.
W Wysokich Obcasach pojawił się wywiad z Joanną Horodyńską, w którym stylistka oraz modelka wyznała, że jak widzi ludzi źle ubranych, to się odwraca, żeby nie cierpieć. No i w necie trochę hurr durr, bo człowiek to coś więcej niż szata, a poza tym feministyczne czasopismo mogłoby przestać promować takie płytkie postawy.
Z okazji tego, że w 2020 roku planuję zostać nie tylko super łanią z karierą na miarę Oprah’y (Wordowski słownik jest przytomnym realistą i sugeruje oprychy, bo gdzie tam Oprah?!) prawdziwą influenserką, której sława odbije zupełnie, na koniec tego pełnego umiarkowanych łamane przez żadnych sukcesów roku, kilkanaście faktów o mnie.
Nie jestem socjologiem, nie jestem też nadto mądra, więc tak naprawdę bardziej chciałabym pogadać z Wami niż wyłożyć Wam prawdę objawioną, że oto mamy białego heterochłopa i on ma łatwo, lekko i przyjemnie. No bo coś mi w tej tezie zgrzyta, a coś jednak nie, ale od początku.